Iteracja / by Konrad Jakubowski

Jeden z tematów, przez który przechodzi czasem niemal każdy fotograf to nieustanne powracanie do zrobionych już zdjęć i ponowna ich selekcja, ocena. Za pierwszym razem gdy widzimy zdjęcie to widzimy je przez wizjer. Naciskając migawkę podejmujemy decyzję, ok ten kadr działa. Póżniej w obróbce, gdy mamy finalny obraz kolejna decyzja.  Wydajemy osąd, może być, albo nie. Czasem nawet zdjęcia które zaakceptowaliśmy i które gdzieś tam już wisiały na ścianie czy w Internecie, wracają do przysłowiowego kosza bo jednak coś tu jest nie do końca tak jak powinno.  Najgorzej jak ponowne spojrzenie na zdjęcia z przed wielu lat okaże się zaskoczeniem, czasem odkryjesz perełkę o której dawno zapomniałeś.

Ogólnie jest to taki mozolny, powtarzający się proces, który w gruncie rzeczy polega na ciągłym podważaniu i kwestionowaniu własnych decyzji dotyczących wyboru zdjęcia które uważa się za dobre i warte pokazania. Sprawa myślę, szczególnie dotyczy tych którzy lubią fotografię uliczną bo tam najwięcej jest przypadku i wiele zdjęć zależy od dobrego refleksu. Nie pamiętam ile razy już przez to przechodziłem (udręka!) że dane zdjęcie gdzieś umieściłem, potem je ukrywałem a o wyborze zdjęć do portfolio już nie wspomnę. W portrecie sprawa wydaje mi sie prostsza. Natomiast wszelkie inne dziedziny forografii? masakra! W zależności od pogody, pory roku czy jakiegoś zewnętrznego wpływu, raz mogą być takie zdjęcia, raz inne. To jest właśnie ból tworzenia w 21 wieku w pigułce. Robisz coś, reflektujesz, wywalasz do szuflady, wyjmujesz i tak w kółko. Nieustannie porównujesz to co było i to co jest teraz.  Doświadczeniem weryfikujesz poprzednie decyzję. Dlatego tak istotne jest nigdy nie kasować zdjęć które się robi. Najgorzej jak często zdarza się że wracasz często w to samo miejsce (lokacje zdjęciową) i robisz w gruncie rzeczy to samo, ale wbrew popularnemu powiedzeniu, efekt zawsze jest inny. To dopiero problem, podjąć decyzję które zdjęcia i w sumie dlaczego te a nie inne. 

Coney Island, NY, 2007

Tak swoją drogą, zastanawiam się czy w erze cyfrowej fotografii i dostępu do internetu nawet z poziomu panelu lodówki, czy uchował się jeszcze jakiś  amator fotografii który nie pokazywałby swoich zdjęć? Czy jest wśród nas amator fotografii na miarę drugiej Vivian Maier? Myślę że ona miała łatwiej, bo ponoć mało które zdjęcia finalizowała odbitką. To dopiero jest skarbnica zdjęć, niezmącona selekcją, nieustanną przebierką. Zostaw trudy selekcji dla tych którzy cię odkryją jak już kopniesz w kalendarz. To też ciekawa historia. Vivian robiła zdjęcia niesamowite. A mnie zastanawia co sprawiło że nigdy ich nie chciała nigdzie pokazać? a może pokazywała i nikt na to nie zwracał uwagi? czemu nie robiła odbitek z każdej rolki? Czy była aż tak samo krytyczna względem siebie? Nigdy się pewnie nie dowiemy. Ale historia ciekawa i warta zgłębienia jeśli ktoś jej nie znał. 

Coney Island, NY, 2009

Coney Island, NY, 2009

Pamiętam swój staż w Bruce Silverstein Gallery, zrobiłem go zaraz pod koniec studiów więc miałem wtedy chyba ze 2 czy 3 miesiące czasu na siedzenie w archiwum i przeglądanie oryginalnych odbitek Kertesza, Edwarda Westona czy Larrego Silvera, ale tez udało mi się załapać na wernisaż Todda Hido. Tam to dopiero dało mi do myślenia o zdjęciach i ich selekcji. Klasyki vs współczesność. To szczególnie te klasyki były najbardziej interesujące i najbardziej utkwiły mi w głowie bo pomimo że i tak już były przebrane i wyselekcjonowane, to jednak było tych zdjęć najwięcej. Żaden chyba współczesny twórca takiej swobody już nie posiada jeżeli chodzi o galerie. 

No ale wracając do klasyki, co się naoglądałem to moje. Najfajniejsze było jednak to, że jak oni robili zdjęcia ( te dziesięciolecia temu ) to szeroka populacja każde zdjęcie odbierała jak jakieś cuda na kiju a i za bardzo pokazywać ich gdzie nie było. Miejsce w muzeach było przecież zarezerwowane dla malarstwa  więc gdy nikt sobie głowy fotografią nie zawracał to i sam fotograf miał lżej i mógł eksperymentować do woli. U niektórych klasyków historii fotografii, wszystko co robili, było w gruncie rzeczy eksperymentem. A jak to z eksperymentami bywa, o tych nie udanych się zazwyczaj nie mówi. A tu wszystko w archiwum, posegregowane. Nikt by się nigdy o tych zdjęciach nie dowiedział gdyby ich twórcy ich nie pokazywali.

Coney Island, NY, 2008

Coney Island, NY, 2008

Coney Island, NY, 2008

Tak przy okazji, bawiło mnie takie porównywanie przeszłości do teraźniejszości. Przeglądając archiwum Kertesza, zobaczysz fotograficzną zabawę formą i światłem. Gdyby żył w obecnych czasach i był młodym chłopakiem to pewnie byłby fanem fotografii mobilnej bo fotografował wszystko i bawił się formą na wszelkie sposoby. Już widzę te tysiące lajków na Instagramie czy 500px. Na pewno fotografowałby w kolorze i używał VSCO.  Z uwagi na poziom srebra, niektóre jego czarno-białe zdjęcia są wręcz magiczne. Kolor z kolei ma bardzo kolorowy.

W szkole fotograficznej o nim uczyć będą pewnie nawet w czasach gdy zdjęcia będziemy robić zamknięciem powieki, ale gdy będziesz robił takie same foty, to wykładowca powie ci że brakuje ci ukierunkowania i to jest mało pro!  Larry Silver natomiast, myślę że miałby pod górkę z Social Media i nie miałby konta na Fejsie, bo jego zdjęcia są już o wiele trudniejsze w odbiorze,  szczególnie te nowojorskie z lat 50 siątych.  Tylko że tak naprawdę nie ma to znaczenia,  teraz akceptujemy te zdjęcia takimi jakie są i nikt nie robi awantury. Mleko rozlane. A my? Jakie by te zdjęcia nie były, za 100 lat tak samo ktoś może będzie patrzył na nasze fotograficzne pozostałości. Nie nam oceniać.

Coney Island, NY, 2008

No ale wracając do obecnych czasów. Jeden z aspektów blogowania który na samym początku przyciągnął mnie jak magnez to właśnie taka możliwość pokazania gigantycznej wrzuty zdjęć z jakiegoś fotograficznego tripa bez rozbijania się na poszczególne zdjęcia. Zacząłem blogować właśnie wtedy gdy zwyczajnie coraz krytyczniej myślałem o zdjęciach. To oczywiście ucieczka na drugą stronę medalu. Gdy za bardzo popadasz w restrykcyjną selekcję i budowanie kontekstu w około grupy zdjęć tak by coś dana selekcja pokazywała, tym bardziej problematyczne jest pójście w innym kierunku. Gdy wychodziłem robić zdjęcia, decydował instynkt, jakieś podświadome czucie które kierowało cię do zrobienia danego zdjęcia. Dynamika pory dnia, itp itd. Ale jak już sortowałem zdjęcia to zaraz dopadała mnie jakaś potrzeba selekcjonowania, katalogowania, dzielenia na podstawie koloru, światła, kontekstu. Sporo zdjęć cierpiało bo były takimi sierotami, ot fajna gra kompozycji kadru i światła, czasem koloru. Blog pozwalał to wrzucić w eter Internetu i uwolnić się od tej manii katalogowania i samo krytycyzmu. 

Więc blog fotograficzny to fajne narzędzie dla fotografa, pasjonata zdjęć. Chyba nawet lepsze niż sama strona WWW. Wszystko to możesz wrzucić do internetowej, blogowej szuflady i które zdjęcie się finalnie podobało, zależy już od indywidualnego odbiorcy. Oczywiście zakładam że wrzucając materiał, wszystkie zdjęcia w danej wrzucie mają moją akceptację i że nie wrzucam czegoś co mi się nie podoba. Najbardziej zabawne (czarny humor) w tym wszystkim jest to, że póżniej coraz surowiej patrzysz na to co wrzucasz na bloga ( i nie daj bóg go kasujesz tak jak ja kiedyś bo stwierdzisz że to głupota i strata czasu.) Jeszcze jest fotografia mobilna,  na instagramie żeby wszystko skasować trzeba się mocno na klikać i nikomu się nie chce. Czasem się śmieje że Instagram przybył na ratunek wolnego, niczym niezmąconego fotografowania!  Niczym się nie przejmujesz, po prostu naciskasz wyzwalacz. Nikt się tobą nie interesuje bo robisz zdjęcie komórką. Szkoda tylko że ta fotografia mobilna zamknięta jest w obrębie samych urządzeń mobilnych. Że egzystencja tych zdjęć jest jakby w osobnym internecie. Szkoda że nstagram nie ma jakiegoś managera zdjęć, albo że VSCO nie ma wersji desktopowej. Czegoś co by sprawiło że te zdjęcia zyskają żywotność, większy zasięg, bo niektóre są całkiem na wysokim poziomie estetycznym. Fajny pomysł ma VSCO z Artifact Uprising x VSCO czyli zamawianie foto książek mobilnych zdjęć bezpośrednio z apki VSCO.  Zamierzam wkrótce się taką książką zainteresować.

Coney Island, NY, 2007

Coney Island, NY, 2007

No ale tak na poważnie, co mnie tak do takiego filozofowania o zdjęciach wzieło. Już kilka razy zatoczyłem pełne koło i teraz jak przeglądam archiwum swoich zdjęć, żałuje że niektóre zdjęcia leżą na dysku. Zmierzam do tego, by powiedzieć że nie ma czym się stresować. Kiedyś fotograf chodził z książką czy pudełkiem zdjęć. W zależności komu zdjęcia pokazywał, mógł pewne zdjęcia dodać, inne zabrać, ale wszystkie były w obiegu. Teraz z internetem i jednym portfolio na  www jest to trudniejsze do wykonania i choćbyś nie wiadomo ile czasu spędził na selekcjonowaniu zdjęć, i tak wszystkim nie dogodzisz, nie stworzysz perfekcyjnego portfolio a już na pewno nie dogodzisz samemu sobie, więc puente mam taką, że skoro coś cię skłoniło do naciśnięcia tej migawki, a póżniej do obrobienia zdjęcia, to coś tam musiało być w tym kadrze, i tego się trzymajmy.